Jestem strasznie podekscytowana, ponieważ wczoraj zrobiłam swój pierwszy prawdziwy trening na siłowni. Nie mam ochoty na ćwiczenia w wielkich siłowniach, gdzie większość się nadyma dla pokazu, źle wykonuje ćwiczenia i robi głupie aluzje. Poszłam wczoraj do Niego ze strojem sportowym, obejrzeliśmy mecz tenisa i zabraliśmy się do pracy. Fajnie było, bo zostałam otoczona opieką osoby, która już wiele lat ćwiczy, wie co powinnam robić, jak wykonywać ćwiczenia, aby efekt był najlepszy i tak żebym nie zrobiła sobie krzywdy. To tak jakbym miała prywatnego trenera. Początek nie był jakiś szczególny, bo nie chcę się rzucać na głęboką wodę, więc zrobiłam ogólnorozwojówkę, czyli po ćwiczeniu na każdą partie mięśni. Odpowiednio dobrany ciężar nie sprawiał mi problemów, dlatego też mogłam zrobić po cztery serie ćwiczeń. Oczywiście przed treningiem była porządna rozgrzewka, a na koniec nie obyło się bez stretchingu, bo to już mój rytuał. Fajnie jest czuć w sobie tą moc, zacisnąć zęby i zrobić jeszcze jedno powtórzenie. Jestem z siebie dumna. Teraz muszę tylko trzymać się swojego planu treningowego. Spoglądam na Niego i widzę, że jest ze mnie dumny, a to bardzo buduje. Cieszy mnie także moja coraz większa świadomość oraz wiedza dotycząca odpowiedniego odżywiania i odpowiedniego treningu. Żałuję tylko wczorajszego tenisa. Niestety tak fatalnie się czułam, że musiałam odpuścić, ale nie jest to problem, bo następnym razem nadrobię zaległości, oby tylko pogoda się poprawiła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz