wtorek, 27 sierpnia 2013
Powinno być lepiej, a nie jest
Nie potrafię sobie poradzić z tą sytuacją. Piszę i znów płaczę. Jest mi cholernie ciężko, a tu jeszcze okazuje się, że Przyjaciel próbuje mnie skłócić z M i byłą szwagierką. Nie znam drugiego tak fałszywego człowieka, który przyjeżdża do mnie i nagaduje na M, a im nagaduje na mnie. Nie wiem co ma na celu i chyba już nie chcę wiedzieć. Za dużo nerwów mnie to kosztuje. Rozmawiałam z A o wszystkim. Od 31 sierpnia jestem non-stop na prochach, bo inaczej bym sobie nie poradziła, schudłam przez ten czas 5,5 kilo i muszę się zmuszać do jedzenia. A powiedziała, że w jej przypadku taka sytuacja trwała pół roku, czy to oznacza, że ja też tak długo będę się ze sobą męczyła? Cieszę się, że mimo wszystko między mną, a nią jest ok. Byłam wczoraj na rozmowie w sprawie pracy, niestety nie mogłam znaleźć miejsca spotkania. Tak się zdenerwowałam, że wyszła z tego straszna tragedia. Właśnie tak teraz wygląda moje życie. Ciągłe problemy ze wszystkim, z niczym nie daję sobie rady. Nie potrafię zebrać się do kupy, nawet krojenie warzyw jest w stanie spowodować, że poucinam sobie palce (dziś prawie mi się to udało). Boję się ludzi. Do wszystkich się uśmiecham, bo wtedy myślą, że jest ok i o nic nie pytają. Boję się tego co przyniesie kolejny dzień. Zostało jeszcze parę dni, a potem ten blog przestanie istnieć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz