środa, 6 marca 2013

Brak wiary

Uwielbiam ten moment, kiedy budzę się pierwsza, odwracam się i patrzę na Niego. Zawsze wtedy chcę Mu powiedzieć jak bardzo mi na nim zależy i ile dla mnie znaczy. Wczoraj dowiedziałam się, że Go rozczarowałam. To było jak nóż wbity prosto w plecy. Dużo wysiłku będzie mnie kosztowało, to co chcę dziś napisać.

Były różne sytuacje (dużo gorsze) z mojej i Jego strony i potrafiliśmy sobie z tym poradzić, a teraz nie odzywamy się przez głupoty. Po weselu Pawła mógł być na mnie zły, obrażony i się nie odzywać, mógł mnie nawet nienawidzić, bo nagadałam głupot, które powiedziałam tylko po to, aby go zranić. Myślę, że gdybym przejrzała posty z 2011 i 2012 roku nic z moich słów nie znalazło by tutaj potwierdzenia. Ja powinnam mieć pretensje o osiemnastkę siostry, kiedy zostałam potraktowana jak worek treningowy, ale wszystko potrafię Mu wybaczyć. Teraz natomiast chciałam tylko porozmawiać o tym co mnie denerwuje, a w zamian cała ta sytuacja. Byłam przeziębiona i przez dwa tygodnie nie wychodziłam z domu. Myślałam, że On będzie mnie odwiedzał tak jak ja jego w takiej sytuacji. Wiedziałam też, że ma treningi mecze i pracę, więc może być zmęczony, dlatego też nie nalegałam. W piątek umówił się z kolegami, no dobrze czemu miałby nie iść. W sobotę był mecz i walka bokserska. Liczyłam na to, że obejrzymy ją razem, niestety tak męczył mnie kaszel, że nie zdecydowałam się wyjść. Na pytanie "Czego się boisz?" odpisałam "Że pójdziesz, a ja znów będę siedziała sama w domu" i tak było. Okazało się, że ważniejsza jest to, że dwóch dziadków da sobie po mordzie niż ja. To bolało!! Przemyślałam to, bo chyba niepotrzebnie się zdenerwowałam o coś takiego, to tylko głupia walka, nic ważnego i tylko udawałam, że się dąsam, bo  nie umiem się na Niego gniewać. W tygodniu była cisza. W piątek mimo, że się jeszcze kiepsko czułam poszłam do Niego, gdyż się stęskniłam. On był niemiły, obrażony na cały świat i rozmawiał ze mną jakby robił mi łaskę. Zacisnęłam zęby i nawet w łóżku go pomyziałam tak jak lubi po pleckach i po główce. Następnego dnia nie zatrzymywał mnie tak jak na to liczyłam. Okazało się, że woli poświęcić czas panu "przyjacielowi" nie mnie, to też zabolało.

Pamiętam jak mi powiedział, że on tu chce zostać, bo tu ma znajomych, ale ja nie mam tu znajomych. Ania i Ela, Angelika, Bartek, Beata, Marcin, Iza są w Łodzi, Marta i Marysia są we Wrocławiu, Sylwia w Poznaniu a Ula i Kamila w Warszawie. Pamiętam jak zaczęliśmy się spotykać i się denerwował, że siedzi ze mną zamiast z kolegami. Powiedziałam wtedy, że zobaczysz co się będzie działo jak któryś z kolegów znajdzie dziewczynę. R teraz już nie wychodzi z kolegami tylko spotyka się z dziewczyną i to jest chyba normalne. Nic go nie interesuje tylko dziewczyna.

 Cały czas słyszę, że On nie chce być pantoflem. O ludzie!! Nigdy w życiu mu nie rozkazywałam, albo niczego nie zabraniałam, a on twierdzi, że robię z niego niewolnika. Zawsze robił to co chciał, zawsze sam decydował o wszystkim, raczej się nie wtrącałam, czasem doradzałam.
Pan "przyjaciel" pewnego dnia powiedział mi, że wie iż mąci w naszym związku (szkoda, że tego nie nagrałam) a następnego dnia bezczelnie się do mnie dobierał. A On WIERZY w niego jak w obrazek!! Potem "przyjaciel" wziął się za szwagierkę, mój mężczyzna się trochę na niego boczył, ale znów go klepie po plecach. Pan "przyjaciel" przekazuje dalej wszystko co usłyszy a  potem ludzie gadają głupoty.

Kiedyś myślałam, że osoba którą kocham będzie moim mężem. On tego nie chce, więc moje jedno marzenie nie ma prawa bytu. Jestem w stanie zaryzykować i żyć w ten sposób, ponieważ priorytety się zmieniają.
Zawsze się zastanawiałam, czy on nie wie ile wysiłku kosztuje mnie przebywanie u niego w domu? Chodzę tam dla Niego. Nie zmienię już tego, że teściowa mnie nie lubi.

Muszę zrobić przerwę, bo znów jestem podaj, przynieś, pozamiataj. Znów będę musiała robić zakupy, gotować, sprzątać i nie będę miała czasu na pracę. Nie mam już na to wszystko siły.

Wróciłam i mam zamiar dokończyć, to co zaczęłam. Tyle myśli przemierza mój umysł. Zastanawiam się co Jemu leży na sercu. Mówi, że nic ale nie wierzę w to. Ostatnio gdy rozmawialiśmy w nocy na mrozie powiedział, że wciąż tylko narzekam. Może czasem trochę przesadzam i obarczam Go zbyt dużą ilością moich problemów, ale chyba na tym polega związek, żeby rozmawiać o tym co dobre i co złe, co nas cieszy a co smuci. Od tamtej rozmowy już nic mu nie mówię o moich problemach w domu. W sobotę próbowałam rozmawiać, ale nie odezwał się do mnie słowem tylko przytulił, może powinnam odwzajemnić tą czułość i iść spać? Znów nie przemyślałam swojego zachowania. Nie wiem może powinnam udawać, że wszystko jest cudownie, może powinnam się uśmiechać, kiedy jest mi źle. Ja nie chcę kłamać i oszukiwać.

Przyszło nasze 2000 dni, zrobiłam kolację, chciałam żeby ten wieczór był wyjątkowy.Niestety był beznadziejny. On powiedział, że to co zrobiłam było dobre, ale jako przekąska. Zrobiło mi się przykro, bo tak się starałam, przecież to miała być taka fajna kolacja jak na 1000 a wyszła z tego rozpacz. Staram się fajnie ubierać, żeby zwracał na mnie uwagę, chciałabym, żeby mnie klepnął tak jak zawsze to robi i powiedział "seksownie dziś wyglądasz", w zamian za to ostatnio usłyszałam "ubrałaś się jak stara baba". Nie rozumiem też dlaczego nie możemy spokojnie usiąść i porozmawiać tylko będziemy teraz siedzieć każde w swoim kącie i się krzywić.

Wiem mam ciężki charakter, jestem uparta i łatwo się denerwuję i pewnie jestem dość zaborcza. Jesteśmy do siebie podobni, dlatego dobrze się dogadujemy gdy się nam układa i nie potrafimy dogadać gdy jest źle. Wiem, że często nie przemyślę tego co robię, ale staram się pracować nad sobą. Mam powód, żeby stać się lepszą, bo mam Jego.

Pamiętam ten dzień, kiedy powiedział mi, że nie chce ze mną być, podobno co innego mówiło mu serce a co innego rozum. Ciągle mnie ta sytuacja gryzie. Od tamtego momentu nie powiedział już więcej, KOCHAM, bo czyny powinny o tym świadczyć. Tylko, że ja potrzebuję, aby przyszedł i mnie przytulił a nie termo gaci, bo bez nich da się żyć a bez Niego nie.

Ja się nagłowiłam nad prezentem urodzinowym dla Niego, bo miało to być coś czego będzie używał i co jest związane z jego pasja. Może nie wydałam kupy kasy, bo ich nie mam ale myślę, że mu się prezent podobał. Natomiast pan "przyjaciel" dał mu bluzę termo, czyli coś czym raczy wszystkich na około, bo po co się wysilać. Dlatego też zastanawiam się czemu my się tak wysilaliśmy nad prezentem dla niego, szukaliśmy czegoś wyjątkowego.

Tyle razy, gdy cierpiał siedziałam nad nim opiekowałam się Nim i żałowałam, że nie możemy zamienić się miejscami. Kiedy zdarzyła się sytuacja z poparzeniem, nie miałam pretensji, bo nie można było tego przewidzieć, to mogło się zdarzyć każdemu. To tylko blizny zewnętrzne, wewnętrznie nie zrobił mi wtedy krzywdy, więc nie mam o co mieć pretensji.

Nie mam nic przeciwko solarium, ale jak można brać przykład z osoby, która jest rudawa, i która za przeproszeniem prędzej się zesra niż opali na brązowo. Czym on imponuje wszystkim? Każdemu chce się przypodobać, nie ważne czy to trener, czy od siedmiu boleści piłkarz reprezentacji. Najważniejsze żeby metka była wystarczająco duża.

Zawsze chciałam być najważniejsza dla swojego faceta, a wciąż tylko słyszę trening, Barca, Borussia, mecz, siłownia. Gdzie tu miejsce dla mnie? To wszystko tak weszło mi w krew, że zaczęłam się interesować piłką nożną, bo kiedyś była tylko siatkówka. Teraz chcę być na bieżąco, bo chcę wiedzieć dużo o tym co Jego interesuje, ale nie uczę się na pamięć zawodników, transferów i innych cudów wianków. Wiem, że dużo mu zawdzięczam, wiele rzeczy zrobiłam dzięki niemu pierwszy raz i wiele chciałabym jeszcze zrobić. Dużo się nauczyłam i wiele chciałabym jeszcze się dowiedzieć. Nie jestem złym człowiekiem.

NIE CHCĘ Z TOBĄ WALCZYĆ, CHCĘ CIĘ KOCHAĆ!!

Tysiąc pięćset podejść i jestem gotowa opublikować posta, choć było ciężko.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz