wtorek, 13 grudnia 2011

Bądź silna!

To co właśnie robię zawsze wydawało mi się śmieszne, jednak przyszedł czas gdy zmieniłam zdanie na temat blogowania. Od jakiegoś czasu śledzę parę blogów, ze względu na modę, hobby, czy sposób postrzegania świata przez niektórych blogerów. Oczywiście należy napisać dlaczego postanowiłam założyć własnego bloga. Otóż są sprawy o których nie chcę rozmawiać z konkretnymi osobami, które duszę w sobie (czego nie powinno się robić), a tutaj jestem anonimowa i mogę wszystko z siebie wyrzucić. Trochę będzie o miłości, trochę o problemach, trochę o życiu. Może komuś moja pisanina w jakiś sposób pomoże. Jestem umysłem ścisłym, dlatego wybaczcie ewentualne błędy, będę się starała ich uniknąć.

 Czy jestem na tyle silna aby wygrać walkę z przeciwnościami losu? Oto jest pytanie. Ostatnio moja cierpliwość, moja miłość i siła zostały wystawione na próbę. Kiedy wszystko zaczęło się układać, pech chciał stało się!! Mój chłopak złamał nogę. Tylko 50% winy było po jego stronie i tu mamy wątek ludzkiej odpowiedzialności, ale o tym innym razem. Złamane dwie kości goleni, nie było mnie wtedy przy nim co będzie za mną się wlekło do końca życia. Byłam w akademiku, zadzwonił telefon, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wracać do domu, zostać?! Kolega chciał po mnie przyjechać, ale ustaliłyśmy, że nic to nie zmieni. Zostałam. Wiedziałam co się dzieje, bo zaopiekowała się nim najlepsza osoba jaka mogła i dzięki jej za to. Dopiero po kilku dniach obejrzałam zdjęcia tego co się stało, pogotowie i to cierpienie w jego oczach. Następny dzień, to bieganie po szpitalach, i poszukiwanie kliniki, która zabieg operacyjnego składania kości wykona poprawnie, a potem powrót do niego. Szpital i problemy związane z pobytem. Kolejny dzień to operacja, wszyscy są dobrej myśli, brak gipsu to duży plus, dla tak aktywnego człowieka. Dwa dni później idziemy pierwszy raz o kulach do łazienki. Jaka to dla niego ulga. Toaleta na ortopedii porażka, chory musi odczynić karkołomne ćwiczenia gimnastyczne, aby skorzystać z niej. O leki przeciwbólowe proście długo i upierdliwie, a będą wam dane. Kolejne dwa dni walki z bólem i teściową. Tak go zostawiam, bo muszę wracać na studia. Już jeden dzień sobie sama ukradłam, więcej nie mogę, ale usłyszałam bezcenne słowa "Kiedy jesteś ze mną nie myślę o bólu". To pomaga także mi, bo się martwię. Cały czas czytam, na wszelkie tematy dotyczące złamania, operacji i leczenia. Szóstego dnia wychodzi ze szpitala, a ja przez telefon pilnuję, aby wszystko było ok i wciąż się martwię. Każdy weekend teraz spędzamy razem, bo nie wyobrażam sobie nie wrócić do niego. Bo kocham bardzo, a może nawet bardziej.

Minęło 10 miesięcy (2,5m-ca) od wypadku i jest dobrze, bo on jest takim optymistą, że nic mu nie jest straszne. Dzięki temu tylko raz do tej pory zwątpił. Ciężko było by dźwignąć go gdyby się już na początku załamał. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz