środa, 14 grudnia 2011

Brak szacunku

Obecnie mieszkam w akademiku i jest to dla mnie dość męczące. Moja współlokatorka dopiero co rozpoczęła studia, więc jest jeszcze młoda i nieprzystosowana. Poza tym uważa chyba, że wszystko się jej należy! Nie mamy ze sobą zbyt wiele wspólnego. Mnie pasjonują książki, jestem umysłem ścisłym i trochę już wiem o życiu, ona natomiast interesuje się japońskim anime i lubi stwierdzenia w stylu " no nie mogę z Ciebie" cokolwiek to znaczy. Co za tym idzie ja żyję według swoich praw życiowych, a ona swoich. Mam swoich znajomych z którymi miło spędzam czas i nie mam tam miejsca dla pani A, która jednak domaga się kontaktu ze mną. Ale po co? Moje życie nie polega na dogadzaniu tej pani, ale na skupieniu się nad moimi znajomymi, rodziną itd.. Poza tym z jakiej racji mam się z czegokolwiek tłumaczyć 7 lat młodszej dziewczynie. Na początku studiów mieszkałam w akademiku i to w pokoju trzyosobowym. Bardzo się lubiłyśmy z dziewczynami i dogadywałyśmy. Potem było czteroosobowe mieszkanie, trzy kumpele i super spędzany czas. Dalej mieszkanie z jedną z nich w kawalerce, czyli super rok. Ostatni postój już mniej udany, bo koleżanka z jednej ławki z liceum, z którą zamieszkałam: kłamała, non stop ryczała i wykorzystywała ludzi. Na sam koniec mnie strasznie oszukała. Może kiedyś o tym napiszę. Nie tylko ja straciłam przez nią nerwy, ale mój chłopak i mama też, bo pojechali ze mną po moje rzeczy. Cóż jakby nie patrzeć nie miałam większego problemu ze współlokatorkami, aż tu trach!! Pani A nie sprząta, produkuje tony śmieci i w dodatku strasznie hałasuje! Może nie mam rewelacyjnego charakteru, ale staram się szanować ludzkie preferencje. Raczej nie buszuję po nocach, co oznacza, że wstaję koło 9.00, ale chodzę na paluszkach, bo moja współlokatorka śpi do 12.00. Niestety w drugą stronę to nie działa, bo ona strasznie rozbija się do 3.00 w nocy, gra w jakieś strzelanki tak waląc w myszkę, że aż mi w mózgu dzwoni. Dziś miałam pierwszą spokojną noc, pewnie dlatego że byłam bardzo zmęczona i nic mi nie przeszkadzało. Natomiast sprzątanie pani A polega na pilnowaniu, aby żadna jej rzecz nie znalazła się na moich, czyli syf w obrębie jej szafek. Ok niech jej będzie, mnie to nie rusza tak bardzo, ale toaleta to już inna sprawa. Ona jej nie tyka, bo w domu miała podział obowiązków i łazienkę sprzątał ktoś inny. Nie rozumiem tego? Może najwyższa pora się zabrać za tak przyziemne sprawy. Na koniec dodam, że pani A studiuje psychologię. Nie poszłabym do takiego psychologa, ponieważ uciekłabym z krzykiem, jakbym ją tylko zobaczyła. Może to i lepiej, bo kolejnym etapem byłoby chyba pranie mózgu. W końcu jak to ona mówi "mam dziś taki nieogar". To chyba nawet się nie ociera o młodzieżowy slang, albo ja już jestem takie wapno, że nie rozumiem. Na szczęście wytrzymać ten czas pomaga mi on, który mnie zna na wylot i za to go kocham.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz